pokój Basi
Niektórzy szykują pokoje dziecięce na długo przed narodzinami ich lokatorów, ja planowałam i zbierałam wszystko wirtualnie
Wprowadziliśmy się do obecnego mieszkania tydzień przed urodzeniem Basi i długo jeszcze żyliśmy an kartonach. Dopiero niedawo udało mi się wreszcie wszystko jakoś poukładać, a i tak jeszcze nie jest tak jak bym chciała. Niestety, wynajęte mieszkanie, tapetowane mury, na których trudno cokolwiek powiesić, zmusiły do kombinowania i ograniczyły pole manewru. Na razie nie jest źle, nawet sowy się pojawiły, kolejny ‘impulsywny’ zakup
Tyle gadania, popatrzcie tylko
fartuszek
Od samego początku testujemy z Basią wszystkie rodzaje śliniaków, bo najpierw było ulewanie, a teraz ruszyła produkcja śliny… Stwierdziłam, że najlepszy byłby starodawny fartuszek i rozpoczęłam poszukiwania w internecie. Wpadłam na bardzo fajny i super prosty tutorial na blogu Smashed Peas and Carrots. Fartuszek mógłby być bardziej przylegający pod szyją, żeby spełniać funkcję śliniaka, ale najbardziej spodobało mi się skrzyżowanie z tyłu. Nie obyło się oczywiście bez kilku maszynowych potknięć, zwłaszcza przy zaokrągleniach
I flanelka też chyba nie za bardzo nadaje się jako materiał. No ale pierwsze koty za płoty
tym razem słoń
Miałam wczoraj mały twórczy napad – surfując po necie na którymś z blogów typu ‘crafty mama’ zobaczyłam kolorowe słonie przytulanki. Wzoru nie ukradłam, zrobiłam go całkiem po swojemu, to naprawdę mega proste! Mam tylko nadzieję, że moje szwy pomyślnie przejdą Basiowe tarmoszenie. Na razie okazało się, że trąba bardzo nadaje się do żucia
niebo nad łóżeczkiem
Długo przed urodzeniem Basi planowałam zrobić mobil nad łóżeczko, było kilka wersji – gałązki z filcowymi lub papierowymi chmurkami, no i oczywiście sówki. Ale któregoś dnia wpadłam przypadkiem na bardzo fajny tutorial w gazetce wnętrzarskiej Vie Pratique Maison:
Samo wykonanie jest bardzo proste, gorzej z zawieszeniem:P Powinno się wywiercić dziurę w suficie i zainstalować w miarę dyskretny haczyk, ale cóż… powtórka z rozrywki – wynajęte mieszkanie, betonowe ściany, problemy z wbiciem zwykłego gwoździa i inne takie. W końcu wzięłam się na sposób i mobil zawisł na przyklejanym wieszaczku na ścianie
Basi w każdym razie się podoba

mini śliniaczki
Moja Mama podarowała mi spory kawałek flanelki w kratkę i długo nie wiedziałam co z niej uszyć. W końcu potrzeba matką wynalazku – Basia teraz strasznie się ślini, a każdy śliniak i tak ląduje w buzi i jest zaraz cały mokry – więc uszyłam takie mini śliniaczki – chusteczki, które będą chociaż trochę chroniły ubranko i szyję. Wyszły trochę małe, w planach są jeszcze trochę większe, a pracuję też nad czymś w rodzaju dawnego fartuszka, który będzie też przewiązany w pasie.
.






















